O to też moje: Kiedyś w moim mieście królował kanna dopek, którego nazywano Afrykańską euforią, ale z euforią to nie miało nic wspólnego, to po prostu karało Cię za każdym razem kiedy popełniałeś ten grzech i to paliłeś. Park, środek miasta, godzina okołopołudniowa, trzech chamów sobie stoi pali boską maczane, ziomek W CZERWONYM DRESIE sowicie się zaciąga i to trzy razy pod rząd, chwilę stoi, nic nie mówiąc i zaczyna wyglądać na coraz bardziej zszokowanego. Zdążyłem tylko mrugnąć, a chłopak zaczyna krzyczeć "kurwa palę się". Zdejmuje dresy razem ze wszystkim, co miał pod spodem i zaczyna spierdalać z gołą fujarą po parku pełnym ludzi. Przebiegł jakieś 300 m, stanął, zastanowił się, zaczął biec z powrotem do nas, wziął dres w ręce i pobiegł dalej (najprawdopodobniej przez całe miasto do domu z siurem na wierzchu). Podobno kultowa