Forum TOR
Już teraz zapraszamy na nasze forum w sieci TOR.dopal67vkvim2qxc52cgp3zlmgzz5zac6ikpz536ehu7b2jed33ppryd.onion
Kopiuj adres
Farmaceutyczne niewypały #1: Adinazolam
7 godzin(y) temu
Farmaceutyczne niewypały #1: Adinazolam
![[Obrazek: 02973d72c76f17035569d24bce840d7e.png]](https://gekkk.co/storage/v/02973d72c76f17035569d24bce840d7e.png)
Wiele potencjalnych leków, które zostały porzucone i finalnie nigdy nie zostały skomercjalizowane z różnych powodów, znajduje drugie życie jako research chemicals. Przykładami mogą być chociażby klonazolam, U-47700, czy MDPV. Okazuje się, że fanom legalnej fazy nie przeszkadza wiele skutków ubocznych które sprawiły że dana substancja zamiast trafić do aptek trafiła do szuflady aby zostać zapomnianą na wiele lat, zanim wróci na salony jako "odczynnik chemiczny +18 nie do spożycia przez ludzi". Tak też było w przypadku pewnej mało znanej benzodiazepiny, która jednak tak popularna jak wcześniej wymienione związki nigdy się nie stała. Z założenia miała być genialnym lekarstwem, łączącym cechy benzodiazepin i antydepresantów, ale w praktyce okazała się niepraktyczna (xD) i średnio użyteczna, a gdy 40 lat później ktoś w Chinach odkopał starą dokumentację i chciał zrobić z tego dopalacz, to szybko wyszło na jaw, że to badziew taki, że nawet najbardziej zatwardziali narkomani nie chcieli tego kijem dotknąć. Oto historia Adinazolamu.
Początki sięgają lat 70. XX wieku oraz amerykańskiego chemika, dr. Jacksona B. Hestera, pracującego dla koncernu farmaceutycznego Upjohn. Wraz ze swoim zespołem kilka lat wcześniej wynalazł on alprazolam, który był właśnie w trakcie procesu rejestracji przez amerykańską FDA (Food and Drug Administration - agencja ds. leków i żywności), zanim zostanie dopuszczony na rynek. Finalnie, wprowadzenie na rynek alprazolamu w USA nastąpiło w 1981, ale jeszcze zanim do tego doszło, Hester już myślał nad tym, jak mógłby zmodyfikdować tę cząsteczkę tak, aby zwiększyć jej właściwości antydepresyjne, którymi ta benzodiazepina wyróżniała się spośród innych leków z tej grupy. Alprazolam bowiem w badaniach wykazywał nie tylko działanie przeciwlękowe, które było o wiele silniejsze w porównaniu do innych benzodiazepin z tamtego okresu. Według niektórych badaczy posiadał on także właściwości które normalnie przypisalibyśmy antydepresantom, choć nie powinien być używany do leczenia zaburzeń depresyjnych solo - powinien pełnić raczej rolę leku wspomagającego, który pomaga pozbyć się lęków wywołanych tymi zaburzeniami.
Jak na moje, to efekt ten w większości wynikał w rzeczywistości po prostu z tego, że alprazolam jest świetnym anksjolitykiem - a gdy masz wyjebane we wszystko i nic cię nie obchodzi, to wiadomo że czujesz się fantastycznie. Masz wtedy w dupie jakieś depresje. Niewiele było tam innych istotnych mechanizmów które mogłyby stać za tym efektem, chociaż warto wspomnieć o lekkiej modulacji serotroniny. Hester patrząc na alprazolam obrał sobie bardzo ambitny cel - opracować środek, który jest jednocześnie skuteczny na zaburzenia lękowe tak samo jak Xanax, ale mający także niektóre właściwości pochodzące z antydepresantów: między innymi wysoce skutecznej i często stosowanej wtedy imipraminy, pierwszego skutecznego trójpierścieniowego leku do leczenia tego rodzaju zaburzeń. Taka zawarta w jednej cząsteczce mieszanina efektów z dwóch zupełnie różnych grup związków brzmiała jak marketingowy hit który wywróciłby po raz kolejny całą scenę leków psychiatrycznych do góry nogami. Wewnętrzn nazwa kodowa dla tego przyszłego farmaceutycznego blockbustera brzmiała U-41123 (U od Upjohn, a cyferki to po prostu numer związku w ich wewnętrznym katalogu), z kolei wielki koncern zapatrywał się na "Deracyn" jako nazwę handlową.
Jako że punktem startowym do stworzenia adinazolamu był alprazolam, związki te w budowie są do siebie bardzo podobne. Oba są benzodiazepinami, a dokładniej triazolobenzodiazepinami. Jedyną i jednocześnie najważniejszą różnicą jest łańcuch przylegający do pierścienia triazolowego: podczas gdy w alprazolamie w pozycji 1. jest to prosta grupa metylowa, w przypadku adinazolamu jest to grupa dimetylaminometylowa. Zmiana nie wydaje się wielka, szczególnie jeśli spojrzeć na wzór strukturalny, ale Hester był przekonany, że to właśnie z tego fragmentu cząsteczki "pochodzi" działanie przeciwdepresyjne - porównywane to było do imipraminy, w której do pierścienia azepanowego przylegały dwa układy cykliczne (dwa pierścienie benzenowe) a w przypadku alprazolamu (oraz adinazolamu) do pierścienia azepanowego przylegały również dwa układy cykliczne, którymi były jeden pierścien benzenowy, i jeden triazolowy, który następnie został w adinazolamie zmodyfikowany tak, aby posiadał łańcuch zakończony grupą dimetyloaminową, która na końcu łańcucha występowała również w imipraminie. Adinazolam sam w sobie jest substancją marginalnie aktywną jako modulator receptorów GABA A i tak naprawdę nie odpowiadał za żaden kluczowy efekt kliniczny.
Był on w zasadzie prodrugiem - wytwarzał on szereg aktywnych biologicznie metabolitów - dopiero one robiły faktyczną robotę. Wyszczególnione zostały następujące związki: N-demetylo-adinazolam (NDMAD, nazwa kodowa U-42352), di-N-demetylo-adinazolam (U-41128), alfa-hydroksyalprazolam (także będący metabolitem alprazolamu; U-40125) oraz estazolam (1-demetylo-alprazolam; U-33737). Badania wykazały, że U-42352 czyli NDMAD jest tym który występuje u ludzi w największej ilości. NDMAD jest związkiem 20-40 razy silniej działającym, niż adinazolam. Zarówno on, jak i NDMAD cechuje również modulacja serotoniny - odziedziczona po alprazolamie, choć w przypadku nowego kandydata na lek, jeszcze intensywniejsza. Podczas gdy typowe benzodiazepiny łagodzą lęk, ale także mogą wywoływać senność/zmęczenie (co jest pułapką mogącą tylko pogłębiać depresję), adinazolam, dzięki dość unikalnej funkcji regulacji serotoniny, tworzył pewnego rodzaju podwójną barierę: eliminuje lęk, a jednocześnie łagodząc nastrój depresyjny... tak przynajmniej było na papierze.
Poza scharakteryzowaniem metabolitów, adinazolam nie raz został przetestowany na ludziach. Jedno z takich badań, które miało miejsce w 1986 roku, wykazało że jest on tak samo skuteczny w leczeniu ciężkich zaburzeń depresyjnych, co imipramina. Ponadto, rok później inny zespół badaczy dowiódł że adinazolam wykazywał wyraźną poprawę objawów depresji w skali HAM-D, oraz dodatkowo działał przeciwlękowo, uspokajająco, i nasennie. Brzmi to dobrze, a nawet bardzo dobrze. Wszystko w jednym! Dlaczego więc tego nie ma w aptece? No cóż, poza efektami pożądanymi, są też te, bez których by się obyło, a było ich całkiem sporo, i nie były to tylko i wyłącznie skutki uboczne typowe dla benzodiazepin. Adinazolam wywoływał wiele niepożądanych efektów podobnych do imipraminy, takich jak bóle głowy, suchość w ustach, problemy ze wzrokiem (rozmyty obraz), mdłości, wymioty, biegunka czy zbyt silna sedacja. Co prawda zaznaczono, że wszystkie te efekty miały mniejsze natężenie niz w przypadku imipraminy (z wyjątkiem sedacji), ale nie było to jakimś przełomem. Jeden z pokrewnych adinazolamowi związków opracwanych mniej więcej w tym samym czasie przez Jacksona Hestera o nazwie kodowej U-43465 - mający o 1 atom węgla dłuższy łańcuch łączący dimetyloaminę z triazolem - przez tę drobną zmianę stracił większość właściwości "benzodiazepinowych", takich jak efekt przeciwlękowy i rozluźnienie mięśni.
Zachowane jednak zostały efekty podobne do imipraminy które utrzymywały się jeszcze dłużej niż w przypadku adinazolamu. Ujawniono że w przypadu obu substancji, działanie to może wynikać częściowo ze zwiększenia aktywności noradrenaliny, co jest typowym dla antydepresantów trójpierścieniowych (TCA) mechanizmem, i wyjaśniałoby, dlaczego wydłużenie łańcucha, i tym bardziej jeszcze większe upodobnienie fragmentu tego cząsteczki do kluczowego elementu molekuły imipraminy poskutkowało nasilonym działaniem przeciwdepresyjnym. Koniec końców wybrano adinazolam, i to z banalnego powodu: zwyczajnie dlatego że działał szybciej, no i miał komponentę benzodiazepinową która była bardzo pożądana. Niewątpliwie adinazolam wydawał się wówczas ekscytującym, dość nowatorskim farmakologicznym rozwiązaniem które miało możliwość odmienić to, jak wtedy leczono depresję - bo leki trójpierścieniowe, choć skuteczne, pozostawiały sporo do życzenia w kwestiach takich jak efekty uboczne, interakcje z innymi farmaceutykami, czy bezpieczeństwo - szczególnie w przypadkach przedawkowań.
W roku 1987 przeprowadzono kolejne badania, mające na celu oszacowanie jak bardzo cisnęłoby ludzi do nadużywania adinazolamu w celach rekreacyjnych. W tym celu równolegle przetestowano go z dwoma powszechnie stosowanymi benzodiazepinami: diazepamem oraz lorazepamem. Lorazepam w dawce 2 i 4 miligramów, diazepam w dawce 20 miligramów. Adinazolam był z kolei podawany w dwóch dawkach, 30 albo 50 mg. Dość spore dawkowanie, jak na analog alprazolamu, prawda? To nie może wróżyć nic dobrego. W każdym razie, wyniki badań były dość interesujące. Adinazolam w dawkach 30–50 mg działał wyraźnie uspokajająco, przy czym 50 mg było najbardziej sedatywne ze wszystkich badanych leków. Jednak nie dawał tylko i wyłącznie rozluźnienia i przyjemnej fazy, ale też sporo nieprzyjemnych odczuć psychicznych, zwłaszcza w wyższej dawce. Adinazolam powodował też największy spośród całej trójki dyskomfort fizyczny, oraz mentalny u osób które przyjmowały dawkę 50mg. Lorazepam z tej grupy okazał się najmniej sedatywny (momentami wręcz "lekko pobudzający" według autorów badania), a diazepam miał najwyższy potencjał nadużywania według ocen uczestników.
Ogólny wniosek był taki, że adinazolam daje efekty pożądane, a z pewnością niektóre z nich są przyjemne. Jednak przez często zbyt intensywną sedację i ogólny dyskomfort plus efekty uboczne zapożyczone z antydepresantow, jego potencjał rekreacyjny jest raczej ograniczony, przynajmniej w porównaniu do diazepamu i lorazepamu. Znaczy się, osoby które miałyby nadużywać tego leku, pręzej wezmą lorki albo rolki, niż adinazolam. Może i mniej ciągnie do nadużywania, ale to dlatego, że wywołuje większy dyskomfort niż pozostałe benzodiazepiny, co może i teoretycznie odgoniłoby część ćpunow, ale z pewnością nie było pomocne w leczeniu. Nie była to dobra wiadomość dla Hestera i jego zespołu, ale nie ustawali oni w próbach. Dalej wierzono, że nowa benzodiazepina wkrótce będzie dopuszczona na rynek.
Poza tymi dwoma przytoczonymi wyżej próbami na ludziach, wykonano jeszcze sporo innych badań, niektórych nawet śmiesznych. Na przykład w jednym z roku 1990 dawano ludziom diazepam (10mg) i adinazolam (15 lub 30mg), a potem kazano do tego pić wódę. Tak jest, a potem wiecie co robili? Obserwowali, po którym combo pacjent będzie bardziej porobiony. Jakie były wyniki? Po obu miksach było nieźle, ale to po eksperymentalnej cząsteczce podlanej alkoholem uczestnicy badania byli tak zapierdoleni, że daj spokój. Po miksie z diazepamem było silna relaksacja i rozluźnienie (czyli jeszcze chill zone), ale po tym drugim były już problemy z ustaniem w pionie i matematyką z podstawówki. Wnioskiem wyciągniętym z badań było: adinazolam jest bardziej problematyczny niż diazepam, jeśli pacjent wypije alkohol w trakcie przyjmowania leku. Wnioski wyciągnięte zarówno z tych jak i z innych badań nie były najlepszą wiadomością dla Hestera, a już na pewno dla koncernu Upjohn, który liczył na zrobienie z adinazolamu kolejnej maszynki do drukowania pieniędzy, zaledwie kilka lat po pojawieniu się na rynku pierwszej - Xanaxu.
Wiele prac traktujących o adinazolamie wyraźnie zaznacza: owszem, adinazolam faktycznie ma kilka obiecujących cech... ale głównie na papierze. Jego praktyczne zastosowania były ograniczone. Z biegiem czasu zaczęło się okazywać, że w rzeczywistości to nie ma on jakiejś znacznej przewagi nad obecnie stosowanymi lekami lub ich kombinacjami, i nie uwarunkowuje to wprowadzenia go na rynek. Co dało się zaleczyć, to całkiem dobrze dało się to zrobić lekami sprzed 30 lat. Po co kombinować z jakimś adinazolamem "2in1", i wszystko ogarniać od nowa, skoro sprawdzony miks benzo+TCA działa wystarczająco dobrze. Większość tych fantastycznych cech adinazolamu zdawała się wyparować gdy tylko opuszczał on laboratorium w którym dokonywano kontrolowanych prób. Efekty antydepresyjne niby tam były, ale przyćmiewały je efekty uboczne. Brakowało praktycznych zastosowań, w przypadku których nie było już odpowiednich leków. Pod sam koniec lat 80., wraz z publikowaniem kolejnych badań które nie wróżyły najlepiej dla nowej fantastycznej molekuły, malało zainteresowanie środowisk naukowych. We wczesnych latach 90. jeszcze próbowano coś tam wskórać, ale szybko sobie odpuszczono jakiekolwiek próby, po tym jak zakończył się narzucony przez FDA okres wstępnej ewaluacji dla nowego leku. Po tym czasie, zauważalny jest brak nowych informacji na temat dalszych prac nad jego właściwościami. Gwoździem do trumny po serii kiepsko rokujących testów, było formalne już odrzucenie adinazolamu przez FDA w latach 90. jako nowej proponowanej terapii farmakologicznej. Po tym w zasadzie nie było już o czym rozmawiać - dla Deracynu nie było już żadnej szansy... przynajmniej jako lekarstwa.
Na ponowne pojawienie się tej substancji tym razem jako RC trzeba było czekać do roku 2015. Wtedy po raz pierwszy środek ten został zidentyfikowany laboratoryjnie m.in. w Niemczech, Szwecji i Słowenii. Ogólnie ilość danych na temat konfiskat czy wykryć jest niewielka, bo w kwestii popularności adinazolam nigdy nie stał się nawet ułamkiem tego, czym był np. powszechnie lubiany etizolam. Poza pierwszym pojawieniem się w 2015, i kilkoma nielicznymi identyfikacjami w Unii Europejskiej, odnotowano że adinazolam wykrywano w systemie FEWS (Forensic Early Warning System) w Wielkiej Brytanii w 2019 i 2020 oraz w Australii w latach 2020-22, gdzie znajdował się między innym w podrabianych tabletkach Xanax, nierzadko w miksie z bromazolamem - w tym przypadku zapewne ktoś się połapal, że do tych fake Xanaxów trzeba jednak wsypać coś co naprawdę klepie. Wreszcie World Health Organization spordządziło raport na temat adinazolamu w 2022. Bardzo dużo mówiącym jest fakt, że wszystkie udokumentowane przypadki identyfikacji odnoszą się do konfiskat przez policję, straż graniczną itd., i brak jest doniesień o jakichkolwiek zatruciach. Jest co prawda jeden przypadek z Polski, gdzie ktoś kto zmarł miał we krwi adinazolam, ale obok niego było także U-47700, 4-CMC, 4-CIC, Hexen, sertralina... więc to chyba się nie liczy. Były jeszcze trzy przypadki w USA, ale w każdym z nich ktoś napierdalał jakieś kosmiczne mieszanki 20in1 więc spokojnie można założyć, że nie było mowy o śmierci wywołanej przedawkowaniem samego adinazolamu.
Wniosek więc jest prosty: substancja jest za słaba, żeby się nią za mocno porobić. Także z tego, co sam zaobserwowałem gdy substancja ta była na rynku (a 95% entuzjastów orientalnej chemii gospodarczej nie do spożycia zapewne ją przeoczyło), to szału na jej punkcie nie było. Związkiem tym mało kto się zainteresował, a ci co się zainteresowali, to dlatego że dostali go w samplu... w tym ja, bo życiu nie wydałbym pieniędzy na takie gówno. Kiedykolwiek adinazolam by się nie pojawił na rynku, to byłoby to za późno. W 2015 czy 16 mieliśmy już wiele dobrych RC benzodiazepin o ugruntowanej pozycji na rynku, a użytkownicy powybierali już sobie swoich faworytów: chociażby wcześniej wspomniany etizolam, taki diklazepam lub pyrazolam. Albo klonazolam.... Ach, klonazolam... No a po drugie, nie oszukujmy się, adinazolam najzwyczajniej w świecie był za słaby. Benzodiazepina, której dawkowanie liczyło się w dziesiątkach miligramów, i nie mam na myśli 10-20 jak diazepam, tylko 50 i w górę, nie miała szans z takimi rozpierdalaczami jak flubromazolam czy flunitrazolam, przy których szło zasnąć po samym popatrzeniu na tabletkę.
Osobiście testowałem ten specyfik jakoś w 2017 roku i wrażenia na mnie nie zrobił. Działał jakby chciał a nie mógł, po prostu słabo. To prawda, że wtedy już byłem zaznajomiony z takim fantastycznym proszkiem o nazwie klonazolam, ale nie brałem go tak dużo i tak często! Nie pamiętam dokładnie ile zeżarłem, ale conajmniej 200 miligramów, i było naprawdę słabo, nawet biorąc pod uwagę tolerancję. Jak coś nie robi dobrze nawet w takiej ilości, to to śmietnik totalny - szczególnie że dla porównania, do bycia usatysfakcjonowanym, na przykład takiego etizolamu wystarczyło mi ledwo ponad 10 miligramów. Opinie z internetu na temat adinazolamu generalnie nie były zbyt za pozytywne - w wielu postach z różnych forów często narzekano na to, że jest zwyczajnie słaby; sporo razy był opisywany jako trochę słabszy od diazepamu, bądź o wiele słabszy od diazepamu, a i nie zabrakło opinii że w ogóle nie klepie. Adinazolam to taka słabizna, że w kwestii mocy wg. wagi to w mojej skromnej opinii nie ma co go porównywać do diazepamu jeśli chodzi o moc.
Powiem więcej - w mojej ocenie jest słabszy niż chlorodiazeposksyd, który jest ok. 40% słabszy od diazepamu. Ląduje praktycznie na samym dole mocowego rankingu benzodiazepin, gdzieś koło gidazepamu, z którym apteczne tabletki w Rosji mają po 20 i 50mg, a literatura medyczna z czasów Związku Radzieckiego przytacza 300-500mg jako górną granicę dawek dobowych dla osoby dorosłej. Ląduje także obok jego trochę mniej niedojebanego metabolitu, dezalkilogidazepamu (inaczej: desalkylgidazepam; bromo-nordazepam) który dalej hula jako RC. Swoją drogą, co do dezalkilogidazepamu, to uważam za niesamowicie zabawne, że gdy jego dawkowanie wciąż liczy się w wysokich dziesiątkach miligramów, a w przypadku ludzi z tolerancją, to i 100 mg by weszlo luzem (ja zeżarłem 500mg w kilka godzin), z kolei w sklepach RC sprzedawany był on był w tabletkach mających całe żałosne 2,5mg. Nie, nie 25. 2,5. Niewątpliwie jest to przypadek w którym "pół paczki na raz" (jeśli nie cała) nie jest opcjonalne, ale obowiązkowe, żeby poczuć coś więcej niż wkurwienie i gorzki posmak pod językiem.
Wracając do adinazolamu, warto wspomnieć jeszcze o jednym. Całym pretekstem dla wprowadzenia go na rynek były jego "fantastyczne" właściwości antydepresyjne. W świecie research chemicals jednak mało kogo one obchodzą, i związek ten był sprzedawany jako typowa benzodiazepina. A typową benzodiazepiną to on wcale nie jest. Osoby, które chciały się zwyczajnie "zbenzić", dostawały więc niesamowicie mierną benzodiazepinę z dużym jak na przedstawiciela tej grupy dawkowaniem. Dodatkowo działała ona bardzo krótko, bo do 5-6 godzin. No fakt, niektórzy lubią krótkodziałające benzodiazepiny, w końcu "etizolam też tak krótko działał" - no jasne że tak, ale etizolam miał sensowny profil działania, 20 razy mniejsze dawkowanie i nie był zwyczajnie nieudanym eksperymentem. Nikogo w adinazolamie nie obchodził efekt antydepresyjny, ba, mało kto o nim słyszał i w ogóle znał "background" tej substancji. Był sprzedawany jako benzo, a benzo to z niego było naprawdę marne, szczególnie jeśli spojrzymy na jego macierzysty związek, czyli alprazolam. Nie ma się więc co dziwić, że adinazolam ten świata nie zawojował. Na chwilę obecną, jak się zapewne domyślają wszyscy, adinazolam jest praktycznie nieobecny na rynku i próżno go szukać gdziekolwiek. I ze słusznego powodu. Podobnie jak blisko 40 lat wcześniej, tak samo jak w laboratorium w którym przeprowadzano pierwsze testy adinazolamu na ludzich, tak i teraz okazuje się, że wszystko co chcielibyśmy zrobić adinazolamem, można zrobić o wiele lepiej lekami (bądź ich pochodnymi) które mamy już w naszym arsenale od długiego czasu.
źródła:
"Adinazolam, a new triazolobenzodiazepine, and imipramine in the treatment of major depressive disorder", Psychopharmacology, 1986
https://sci-hub.pl/10.1007/BF00178511
"1-(Aminoalkyl)-6-aryl-4H-s-triazolo[4,3-a][1,4]benzodiazepines with antianxiety and antidepressant activity", Journal of Medicinal Chemistry, 1980
https://sci-hub.pl/10.1021/jm00178a009
"Effects of adinazolam and diazepam, alone and in combination with ethanol, on psychomotor and cognitive performance and on autonomic nervous system reactivity in healthy volunteers", European Journal of Clinical Pharmacology, 1990
https://sci-hub.pl/10.1007/BF00315578
"Double‐blind efficacy and safety study comparing adinazolam mesylate and placebo in depressed inpatients", Acta Psychiatrica Scandinavica, 1986
https://sci-hub.pl/10.1111/j.1600-0447.1986.tb06239.x
"Determination of biological activity of adinazolam and its metabolites", Journal of Pharmacy and Pharmacology, 1984
https://sci-hub.pl/10.1111/j.2042-7158.1984.tb04449.x
Patent US3957761 "Process for the production of 1-aminomethyl-6-phenyl-4h-s-triazolo-[4,3-a][1]benzodiazepines and intermediates", 1976 https://patentimages.storage.googleapis....957761.pdf
"Pharmacological profile of the antidepressant adinazolam, a triazolobenzodiazepine", Neuropharmacology, 1983
https://sci-hub.pl/10.1016/0028-3908(83)90200-9
Counterfeit ‘Xanax®’ tablets: A comparative study of clinical and seizure data in Victoria, Australia", Addiction, Aug 2025
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PM...0-2465.pdf
World Health Organization Critical review report: Adinazolam, WHO, 2022
https://cdn.who.int/media/docs/default-s...17900a82_1
oraz głosy w mojej głowie
6 godzin(y) temu
Bardzo ciekawy artykuł i ciekawa próba wydobycia z benzo działania przeciwdepresyjnego.
To mogłoby się sprawdzić gdyby benzodiazepiny same w sobie nie były tak uzależniające fizycznie., bo rozumiem, że zamysł był taki, żeby zażywać to codziennie/regularnie jak trójpierścieniowce celem wydobycia działania przeciwdepresyjnego.
Podejrzewam, że po roku takiej kuracji przy odstawieniu pacjent popadłby w kolejną 2 razy silniejszą depresję
Eksperymenty gdzie podawano benzo + alkohol i obserwowano, kto jest bardziej pomielony - no cóż, pokazuje to, że firma dobrze wie, że większość leków produkują nie do użycia leczniczego
To mogłoby się sprawdzić gdyby benzodiazepiny same w sobie nie były tak uzależniające fizycznie., bo rozumiem, że zamysł był taki, żeby zażywać to codziennie/regularnie jak trójpierścieniowce celem wydobycia działania przeciwdepresyjnego.
Podejrzewam, że po roku takiej kuracji przy odstawieniu pacjent popadłby w kolejną 2 razy silniejszą depresję

Eksperymenty gdzie podawano benzo + alkohol i obserwowano, kto jest bardziej pomielony - no cóż, pokazuje to, że firma dobrze wie, że większość leków produkują nie do użycia leczniczego
W kielni zero, a kielon napełnia się

