Kiedyś w apogeum swojego alkoholizmu, stojąc przed swoim blokiem próbowałem rozpiąć spodnie, żeby dostać się narzędzia, którego używałem do szczania. Czasami też do rozmnażania, ale na szczęście prawdopodobnie strzelam ślepakami.
Skutek był taki, że zdjąłem spodnie razem z majtami, naszczałem pod klatką, a jako że godzina była dosyć młoda, to w drzwiach od klatki spotkałem jeszcze sędziwą sąsiadkę. Oczywiście cały czas będąc w zimowej kurtce bez spodni i gaci.
Rano kiedy się obudziłem, to idealne na środku mieszkania, na panelach stała kałuża.
Tamtego dnia w nocy żaden deszcz nie padał, a okna miałem zamknięte.
Ona łyka jak pelikan, to jedyna wada - ale jej głupot ten chłop naopowiada