Forum TOR
Już teraz zapraszamy na nasze forum w sieci TOR.dopal67vkvim2qxc52cgp3zlmgzz5zac6ikpz536ehu7b2jed33ppryd.onion
Kopiuj adres
Jak tu TRAFIŁEŚ/AŚ (FORUM)
Kiedyś normalnie opiekowali się mną moi rodzice, ale z jakiegoś powodu mnie porzucili. Zaopiekowała się mną wtedy rodzina koni - klacz, ogier i młode źrebię. A że byłem jedynym człowiekiem w grupie to nazwali mnie "horsii" żebym czuł się bardziej zżyty ze stadem, że jesteśmy jednością. było super. Zapomniałem o całym tym gównie z przeszłości. Byłem koniem.
Po pewnym czasie jednak moja przybrana rodzina zniknęła bez śladu, tak po prostu. Krążyły pogłoski, że przez moją "odmienność" sąsiedzi ze stadniny obok śmiali się z nich, że adoptowali jakiegoś wykręta bez kopyt, i mieli dosyć bycia szykanowanymi więc bez słowa postanowili zniknąć i zostawić mnie na pastwę losu... a słyszałem też i takie plotki, że po prostu wywieźli ich pewnej nocy do fabryki kleju.
Nie wiem jak było. Próbowałem się dowiedzeć ale to już temat na inną opowieść. Tak czy inaczej, zostałem całkiem sam. Tęskniłem za moją rozdziną. Bardzo. Byłem załamany. Myślałem, że to koniec wszystkiego w zasadzie, łącznie ze mną. Wtedy przyszedł do mnie taki miejscowy przedsiębiorca Maniek i powiedział, że pewien "lokalny ekskluzywny dystrybutor orientalnej chemii gospodarczej nie do spożycia przez ludzi" szuka faceta do roboty na forum internetowym i w ogóle, te sprawy. Ja powiedziałem - "ale ja jestem koniem."
Tyle lat żyłem jak koń, z końmi, w środku byłem koniem. Czułem się jak koń. Byłem koniem. Jestem koniem.
Spytałem - "a może ten twój dystrybutor szuka konia pociągowego? Ja bym mógł wiesz, ciągnąć wielkie wagony pełne tej chemii... wiesz, co mam na myśll?"
Maniek na to odparł - "kurwa, od tego mamy samochody. Już nie pierdol. Umiesz czytać, pisać, i pewnie wiele więcej, poza tym słyszałem o tobie parę opowieści. Wiem, do kogo przychodzę, jasne?"
"Jakich opoweści?" - zapytałem zdziwiony, bo nie miałem pojęcia, że na mój temat krążą jakieś legendy... albo po prostu ich nie pamiętałem.... w końcu leki dla koni też mają szereg specyficznych efektów ubocznych. Nie wiem, w każdym razie nie było mi dane długo się nad tym zastnawiać, bo Maniek uciął gadkę i powiedział;
- Srakich, kurwa. Zadajesz zbędne pytania. Sprawa jest prosta. Siedzisz przed kompem na wyjebce i piszesz głupoty w internecie, i czasem wybierzesz się na spacer po coś na miasto. No i w tej robocie dają darmowe dopalacze, a czasami nawet w nich płacą. i to nie byle jakie dopalacze.
- Na przyklad?
- 4-MMC, 3-CMC, hexen, NEP, alfa-PVP i inne różne takie. Czasesm są produkty sezonowe jak piguły godzilla, ketamina, czy coś. No jest różnorodnie, że tak powiem.
"I chcesz mi powiedzieć że to wszystko, to za pisanie głupot w internecie?" - spytałem z niedowierzaniem.
"Tak. Na razie tak, Ogólnie, to Szef planuje ekspansję biznesu, ale nie martw się - jak w przyszłości zwiększy się twój zakres obowiązków, to zwiększy się wraz z wypłatą. Szef to poważny, szanujący siebie, swój biznes, i przede wszystkim pracowników człowiek, i nie wali w chuja. Wsiadaj do auta i zaczynamy od zaraz' - powiedział Maniek, wskazujac na rdzewiejące, choć stuningowane Daewoo Tico FSO 1996 z Żerania.
Z początku myślałem że to podpucha, żeby i mnie, podobnie jak wcześniej moją przybraną rodzinę, wywieźć do fabryki kleju żeby dobić "ostatniego przdstawiciela rodu", ale Maniek najpierw mnie uspokołił i przypomiał mi że "chłopów się nie przerabiają na klej". Wewnętrznie mnie to jakoś ukłuło, bo przecież jestem koniem. Konie przerabia się na klej, więc co on pierdoli. Zobaczył moją reakcję, i złapał mnie za obie dłonie, dając mi je przed moją twraz, i mówi wściekły podniesionym głosem - "kurwa, a to co to jest? Ręce, czy kopyta?! Pytam się kurwa!"
- Ręce... to są ręce - powiedziałem, rozpłakując się. Byłem rozdarty w środku. Koń z rękoma? Chłop z kopytami?
Maniek z kolei chyba zdał sobie sprawę, że postąpił ze mną zbyt surowo. Poklepał mnie po plecach, spojrzał mi w oczy, i powiedzał:
- Dobra, słuchaj. Przepraszam. Znaczy, nie chodziło mi o to. Jesteś koniem. A że takim trochę innym... każdy jest trochę inny! Taka jedna moja jebnięta ciotka, to na przykład jak się nap... a, dobra, nieważne, chuj z tym. Wróćmy do tematu. Jesteś koniem stary. Dla mnie jesteś koniem. Naprawdę! Poza tym rękoma, głupoty na klawiaturze pisze się znacznie wygodniej, niż kopytami - zaufaj mi. Twoje umiejętności nam się przydadzą. Wniesiesz wiele wartości do naszego prężnie rozwijającego się przedsięborstwa. Nawet w sumie, to potrzebujemy cię. Nie, że nie damy rady, ale naprawdę byś był tam potrzebny. Dawaj. Chodź, jedźmy już, bo silnik Tico cały czas chodzi, a wacha za darrmo nie jest.
I zgodziłem się, to było prawie 4,5 roku temu. Nie żałuję. Dostałem wszystko, co mi obiecano i jeszcze więcej. Chłopaki zbudowali mi nawet małą stajnię żebym się lepiej czuł - utrzymując dawny styl mojego życia, niewątpliwie pozytywnie wpływało to na komfort, ale przede wszystkim na efektywność mojej pracy. Mam nawet umowę na czas nieokreślony i bonusy świąteczne.
Po pewnym czasie jednak moja przybrana rodzina zniknęła bez śladu, tak po prostu. Krążyły pogłoski, że przez moją "odmienność" sąsiedzi ze stadniny obok śmiali się z nich, że adoptowali jakiegoś wykręta bez kopyt, i mieli dosyć bycia szykanowanymi więc bez słowa postanowili zniknąć i zostawić mnie na pastwę losu... a słyszałem też i takie plotki, że po prostu wywieźli ich pewnej nocy do fabryki kleju.
Nie wiem jak było. Próbowałem się dowiedzeć ale to już temat na inną opowieść. Tak czy inaczej, zostałem całkiem sam. Tęskniłem za moją rozdziną. Bardzo. Byłem załamany. Myślałem, że to koniec wszystkiego w zasadzie, łącznie ze mną. Wtedy przyszedł do mnie taki miejscowy przedsiębiorca Maniek i powiedział, że pewien "lokalny ekskluzywny dystrybutor orientalnej chemii gospodarczej nie do spożycia przez ludzi" szuka faceta do roboty na forum internetowym i w ogóle, te sprawy. Ja powiedziałem - "ale ja jestem koniem."
Tyle lat żyłem jak koń, z końmi, w środku byłem koniem. Czułem się jak koń. Byłem koniem. Jestem koniem.
Spytałem - "a może ten twój dystrybutor szuka konia pociągowego? Ja bym mógł wiesz, ciągnąć wielkie wagony pełne tej chemii... wiesz, co mam na myśll?"
Maniek na to odparł - "kurwa, od tego mamy samochody. Już nie pierdol. Umiesz czytać, pisać, i pewnie wiele więcej, poza tym słyszałem o tobie parę opowieści. Wiem, do kogo przychodzę, jasne?"
"Jakich opoweści?" - zapytałem zdziwiony, bo nie miałem pojęcia, że na mój temat krążą jakieś legendy... albo po prostu ich nie pamiętałem.... w końcu leki dla koni też mają szereg specyficznych efektów ubocznych. Nie wiem, w każdym razie nie było mi dane długo się nad tym zastnawiać, bo Maniek uciął gadkę i powiedział;
- Srakich, kurwa. Zadajesz zbędne pytania. Sprawa jest prosta. Siedzisz przed kompem na wyjebce i piszesz głupoty w internecie, i czasem wybierzesz się na spacer po coś na miasto. No i w tej robocie dają darmowe dopalacze, a czasami nawet w nich płacą. i to nie byle jakie dopalacze.
- Na przyklad?
- 4-MMC, 3-CMC, hexen, NEP, alfa-PVP i inne różne takie. Czasesm są produkty sezonowe jak piguły godzilla, ketamina, czy coś. No jest różnorodnie, że tak powiem.
"I chcesz mi powiedzieć że to wszystko, to za pisanie głupot w internecie?" - spytałem z niedowierzaniem.
"Tak. Na razie tak, Ogólnie, to Szef planuje ekspansję biznesu, ale nie martw się - jak w przyszłości zwiększy się twój zakres obowiązków, to zwiększy się wraz z wypłatą. Szef to poważny, szanujący siebie, swój biznes, i przede wszystkim pracowników człowiek, i nie wali w chuja. Wsiadaj do auta i zaczynamy od zaraz' - powiedział Maniek, wskazujac na rdzewiejące, choć stuningowane Daewoo Tico FSO 1996 z Żerania.
Z początku myślałem że to podpucha, żeby i mnie, podobnie jak wcześniej moją przybraną rodzinę, wywieźć do fabryki kleju żeby dobić "ostatniego przdstawiciela rodu", ale Maniek najpierw mnie uspokołił i przypomiał mi że "chłopów się nie przerabiają na klej". Wewnętrznie mnie to jakoś ukłuło, bo przecież jestem koniem. Konie przerabia się na klej, więc co on pierdoli. Zobaczył moją reakcję, i złapał mnie za obie dłonie, dając mi je przed moją twraz, i mówi wściekły podniesionym głosem - "kurwa, a to co to jest? Ręce, czy kopyta?! Pytam się kurwa!"
- Ręce... to są ręce - powiedziałem, rozpłakując się. Byłem rozdarty w środku. Koń z rękoma? Chłop z kopytami?
Maniek z kolei chyba zdał sobie sprawę, że postąpił ze mną zbyt surowo. Poklepał mnie po plecach, spojrzał mi w oczy, i powiedzał:
- Dobra, słuchaj. Przepraszam. Znaczy, nie chodziło mi o to. Jesteś koniem. A że takim trochę innym... każdy jest trochę inny! Taka jedna moja jebnięta ciotka, to na przykład jak się nap... a, dobra, nieważne, chuj z tym. Wróćmy do tematu. Jesteś koniem stary. Dla mnie jesteś koniem. Naprawdę! Poza tym rękoma, głupoty na klawiaturze pisze się znacznie wygodniej, niż kopytami - zaufaj mi. Twoje umiejętności nam się przydadzą. Wniesiesz wiele wartości do naszego prężnie rozwijającego się przedsięborstwa. Nawet w sumie, to potrzebujemy cię. Nie, że nie damy rady, ale naprawdę byś był tam potrzebny. Dawaj. Chodź, jedźmy już, bo silnik Tico cały czas chodzi, a wacha za darrmo nie jest.
I zgodziłem się, to było prawie 4,5 roku temu. Nie żałuję. Dostałem wszystko, co mi obiecano i jeszcze więcej. Chłopaki zbudowali mi nawet małą stajnię żebym się lepiej czuł - utrzymując dawny styl mojego życia, niewątpliwie pozytywnie wpływało to na komfort, ale przede wszystkim na efektywność mojej pracy. Mam nawet umowę na czas nieokreślony i bonusy świąteczne.
